poniedziałek, 28 lutego 2011

Delikatne placuszki z karmelizowanymi jabłkami at breakfast…










W piątek obudziłam się o godz. 10:00 i,o dziwo, wszyscy spali, więc postanowiłam zrobić im śniadanko. Cały ten przepis to inwencja własna. Na karmelizowane jabłka niestety przepisu nie podam, bo nie pamiętam ile, czego dałam. Na patelni rozpuściłam cukier, wrzuciłam jabłka, potem znów dużo cukru, aż powstał karmel i gotowałam przez chwilę, aż jabłka były idealnie karmelizowane. Dodałam jeszcze troszkę cynamonu i wanilii.                                                                                                       
Nad morzem było pięknie, niesamowicie, nie chciałam stamtąd wyjeżdżać, ale jeszcze tam powrócę. Tam Słońce witało mnie promieniami każdego dnia, a Wrocław taki szary, smutny… Ale nie można wiecznie „nic nie robić”. Dziś jeszcze parę zdjęć plaży i pola, nad jezioro już nie dotarłam. Niby 0oC, ale jednak zimno.
Zaczęła się szkoła, dużo nauki, jutro sprawdzian z chemii i z algebry. Mam nadzieję, że przez to nie zaniedbam bloga :)                                                                                                                                                         
Moja propozycja dla Was na weekendowe śniadanie!:)

Placuszki z karmelizowanymi jabłkami
·       2 duże jajka (użyłam tych ekologicznych)
·       ½ szklanki cukru
·       50 g miękkiego masła
·       75 g serka śmietankowego (np. Turek)
·       1 łyżka śmietany
·       2 szklanki mleka
·       opakowanie cukru waniliowego
·       2 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią i nutą kardamonu
·       15 kopiastych łyżek mąki pszennej ( nie za dużych)

Oddzielić żółtka od białek. Żółtka utrzeć z cukrem, dodać masło, śmietankowy serek, śmietanę i zmiksować. Dodać mleko i zmiksować, następnie miksując dodając po łyżce mąki, aż powstanie gładka masa. Na końcu ubijamy sztywna pianę z białek i dodajemy do ciasta. Rozgrzewamy olej na patelni i formujemy łyżką placuszki. Smażymy na małym ogniu z obu stron, mają być delikatnie zrumienione. Podajemy z cukrem pudrem i karmelizowanymi jabłkami.

Smacznego i pozdrawiam!

czwartek, 24 lutego 2011

Batoniki kukurydziane, słodycz, która rozpływa się w ustach…




Przepis od mojej koleżanki, Kingi Ż. Dziękuję Ci i pozdrawiam. Troszeczkę go zmodyfikowałam, ale wstawię w oryginale ze swoimi uwagami.                                              
Nikt u mnie w rodzince nie wyczuł płatków kukurydzianych, które grają główną rolę, za to wyczuli cynamon. Tato, który zajadał się nimi przed chwilą zaproponował mi bym następnym razem dodała jakieś orzechy… To znak, że orzechów w batonikach jest za mało, ½ szklanki, może to mało. Jak macie jakieś uwagi, to nie bójcie się ich uwzględniać, jestem otwarta na Wasze propozycję, zwłaszcza, że czytelników robi się coraz więcej.                                                                                                                                               
Wczorajszy spacer po plaży, przez las, koło jeziora był naprawdę magiczny, ale niestety nie mam zdjęć. Możecie sobie tylko wyobrazić idealne, czyste morze, jedyne fale, to te, które starają się rozbić o zamarznięty brzeg. Las, choinki, drzewa iglaste, wszystko zielone! A jezioro… Mgła, która nisko unosi się nad zamarzniętą powierzchnią, ptaki, które wzbijają się w powietrze i Słońce, które prześwituje przez korony drzew. Magia, jak idealne ciasto:) Odpłynęłam troszeczkę… Szkoda, że już za parę dni kończą się ferie i zacznie się szkoła, ale niedługo będą wakacje, tylko 4 miesiące:)

Batoniki kukurydziane
·      125 g masła
·      ½ szklanki cukru (użyłam cukru pudru i troszkę mniej)
·      3 łyżki kakao (nie dodałam)
·      4 łyżki miodu (dałam 3 łyżki wielokwiatowego)
·      1 cukier waniliowy (dałam 3 łyżeczki cukru z prawdziwą wanilią i szczyptą kardamonu, firmy Kamis bodajże)
·      ok.150 g płatków kukurydzianych (dałam 3 garści)
·      garść orzechów laskowych (2 łyżki)
·      garść orzechów włoskich (4 łyżki)
·      garść rodzynek (2 łyżki)
·      dodatkowo:
·      2 łyżeczki cynamonu
·      2 łyżki płatków migdałów
·      50g zagęszczonego, karmelowego mleka
·      100g czekolady deserowej (proponuję „Jedyna” Wedla)

W garnku na wolnym ogniu roztapiamy masło. Dodajemy cukier, stale mieszając. Po chwili miód, cukier z prawdziwą wanilią i cynamon. Podgrzewamy przez kilka minut do uzyskania konsystencji budyniu. Zdejmujemy z ognia i dodajemy płatki kukurydziane, orzechy laskowe i włoskie, migdały i rodzynki. Mieszamy i lekko zgniatamy część płatków. Przekładamy na blachę, użyłam keksówki, przykrywamy papierem do pieczenia i obciążamy czymś ciężkim, użyłam słoików z przetworami. Odstawiamy do ostygnięcia. Przed włożeniem do lodówki ściągamy papier do pieczenia i rozsmarowujemy karmelowe mleko, odstawiamy na 2 godziny. Roztapiamy czekoladę, studzimy i wylewamy na batoniki. Wkładamy do lodówki na kolejne 2 godziny.                                                                                                              
Smacznego!

poniedziałek, 21 lutego 2011

Naleśniki, nareszcie wróciłam!


















Skończył się obóz, lecz ferie nadal trwają, przynajmniej dla mnie, więc zamiast siedzieć we Wrocławiu, wybraliśmy się z rodzinką nad morze. Cały czas jestem zmęczona i chodzę wpół przytomna po pierwszym tygodniu… Ale zebrałam w sobie siły, by przyrządzić naleśniki. Miałam chwilowy problem, bo zabrakło mąki. Dziękuję i pozdrawiam pewną babcię-sąsiadkę z mojego osiedla;) Gdyby nie Ona, to pewnie ktoś musiałby się wybrać na 2km spacer do sklepu.                                                                                                                         Morze, morze, wygląda naprawdę pięknie zimą. Fale, które rozbijają się o zamarznięty brzeg, delikatny szum wody, lekki podmuch wiatru, chyba znów pójdę na spacer, a potem upiekę jakieś ciasto! W któryś dzień wybiorę się do portu po świeże ryby, nie ma nic lepszego od tych dopiero, co złowionych, prawda?                                                                                                                              Na razie to nie wszędzie jest śnieg, a robi się zielono, bardzo zielono. Kiedy napatrzę się przez jakiś czas, na te piękna, które mnie otaczają, od razu lepiej mi się myśli i rzecz jasna gotuje.

Naleśniki z miodem
·      1 l mleka
·      4 białka
·      4 żółtka
·      50 g roztopionego, wystudzonego masła
·      ¾ szklanki cukru (można użyć pudru)
·      łyżka miodu (można dwie) (użyłam wielokwiatowego)
·      ok. 3 szklanek mąki
·      1 łyżeczka proszku do pieczenia
·      konfitura ( użyłam morelowej firmy Stovit)
·      miód do dekoracji
·      bita śmietana



Ubijemy białka na sztywną pianę i odstawiamy do lodówki. Ucieramy żółtka z cukrem i roztopionym masłem, miksując dolewamy mleka. Dodajmy proszek do pieczenia i miód. Ciągle miksując dodajemy stopniowo mąkę. Na końcu delikatnie mieszamy z pianą z białek i odstawiamy do lodówki na godzinę lub dwie. Patelnię smarujemy minimalna ilością oleju, rozgrzewamy i smażymy naleśniki z obu stron na lekko rumiany kolor. Ja preferuję tę opcję zwijania naleśników, ponieważ jest wygodniejsza:) Rozsmarowujemy na naleśniku konfiturę, ciasno zawijamy, polewamy miodem i dekorujemy bitą śmietaną.


Smacznego i pozdrawiam!


PS:. Zdjęcia robione aparatem siostry. Mój został w domu:(

piątek, 11 lutego 2011

Jabłecznik z 87, prawie jak u babci




Przepraszam, że nie pisałam parę dni i muszę Was zawieść jak uprzedzałam, nie będę pisała przez tydzień. Trochę smutno, bo nie będę używała piekarnika i tego wszystkiego przez tydzień… No, ale tutaj proszę Was – Jabłecznik, a przepis na niego pochodzi z książki „Zdrowa kuchnia” Aliny Dąbrowskiej z 1987 roku. To jedna z tych książek, którą udało mi się kupić na starociach, po bardzo niskiej cenie, tak niskiej, że wstyd się przyznać. Mam sentyment do wielu rzeczy, a stare książki to właśnie jedna z nich. Żółte kartki, pachnące tamtymi czasami, szkoda, że ta nie jest popisana. Lubię zapiski innych ludzi, zawsze można się coś ciekawego dowiedzieć o książce czy tych innych ludziach. Kiedy przeglądałam tę lekturę zachęcił mnie przepis, na który niestety nie mam i raczej nie znajdę składników, Mianowicie na sałatkę wiosenną po francusku, z liśćmi polnego mlecza, krwawnika, babki wąskolistnej, no i z pietruszką, szczypiorkiem i innymi. Ciekawi mnie jak kuchnia wyglądała za tamtych, przecież nie tak dawnych czasów. Wcinamy rukolę, roszponkę, a tu proszę, moglibyśmy się delektować liśćmi krwawnika. Przepis ze strony 236 – Konfitura z płatków róży, to również brzmi fascynująco i smakowicie. Liczę na to, że w wakacje uda mi się przyrządzić taką sałatkę. Musiałabym tylko wybrać się na czystą łąkę bez tych miastowych zanieczyszczeń, bądź pole i zerwać te rośliny, z czym może być problem, bo nienajlepsza ze mnie zielarka:)
Muszę się Wam przyznać, że to ja zjadłam połowę blaszki tego ciasta…
Jabłecznik
·      ½ kostki masła
·      1 ½ szklanki mąki
·      1 całe jajko
·      2 żółtka
·      białko do smarowania
·      ½ szklanki śmietany
·      ½ szklanki cukru
·      1 cukier waniliowy (zastąpiłam łyżeczką esencji waniliowej)
·      1 łyżeczka sody oczyszczonej
·      szczypta soli
·      1 kg jabłek
·      3 łyżki cukru
·      cynamon

Mąkę przesiać na stolnicę, posolić, zrobić wgłębienie, wsypać sodę, włożyć masło, jajko i żółtka, posiekać tasakiem (proponuję nożem), wsypać połowę cukru, połączyć ze śmietaną i esencją wanilią lub cukrem. Jeżeli ciasto będzie za rzadkie, a będzie, dosypać mąki (w zależności od wilgotności mąka wchłania więcej lub mniej płynu). Następnie rozwałkować, ułożyć na wysmarowanej i wysypanej mąką blaszce, proponuję tortownicę, odstawiłam też ciasto na chwilę do lodówki. 1/3 ciasta zostawić na paseczki, którymi ozdobimy jabłka. Jabłka (najlepiej antonówki, użyłam różnych) umyć, utrzeć na tarce (ucierałam na plastry), wysypać równo na cieście, pocukrzyć i posypać cynamonem (tyle ile lubisz, ja dałam bardzo dużo). Ozdobić ukośnie ułożonymi paskami z rozwałkowanej reszty ciasta. Posmarować białkiem i włożyć do piekarnika. Pieczemy ok. 40 minut w temp. 180-200oC. Piekłam w 200oC. Po wystygnięciu posypujemy cukrem pudrem i delektujemy się tym wybornym smakiem:)

Pozdrawiam i życzę spokojnych ferii dla tych, którzy ich jeszcze nie mieli. Dolnośląskie mają w tym roku jako ostatni. Dopinam zamek w walizce i idę się porządnie wyspać. :)

wtorek, 8 lutego 2011

Świeże, wszystko świeże! – filety z kurczaka w pomidorach





Promienie słońca wpadają do mojej ciemnej kuchni, rozświetlając zioła w doniczkach, owoce w koszyku. To wszystko tak pięknie wygląda… Złapałam za filet z kurczaka, pietruszkę i pomidory. Coś tam wykombinowałam i wyszło pysznie. O wiele lepiej się pracuje, gdy wszystko wokół jest czyste i pachnące, więc wcześniej wzięłam się za sprzątanie. W tej chwili, kiedy to pisze również świeci słońce. Mam ochotę na spacer, ale jeszcze nie wyzdrowiałam.                                                                                                                    Uwielbiam oglądać w telewizji te wszystkie programy na Travel, na których pokazują stragany pełne świeżych warzyw, owoców i innych przysmaków. Wszystko dojrzałe, sam najlepszy towar. Może niedługo, na wiosnę podobnie będzie na naszych targach? Nie mogę się już doczekać wiosny, wszystko będzie kwitło, skończy się ta szara rzeczywistość, która nas teraz otacza. W niektórych częściach Polski zalega śnieg, a gdzieniegdzie widać już trochę zielonego. Mam ochotę na chłodnik…, no to gotowy pomysł na zupę:)

Filety z kurczaka w pomidorach
·      2 filety (takiej wielkości, by były 4 kotlety)
·      posiekana natka pietruszki
·      3-4 posiekane ząbki czosnku
·      20 pomidorków koktajlowych
·      sól, pieprz
·      sok z ½ dużej cytryny
·      garść siekanej bazylii
·      oliwa
Umyte mięso kładziemy w żaroodpornym naczyniu wypełnionym oliwą. Skrapiamy kurczaka sokiem z cytryny, nacieramy solą, pieprzem, czosnkiem, posypujemy natką i bazylią, układamy pomidorki i odstawiamy do lodówki na parę godzin. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku 20 minut w 200oC.
Pozdrawiam i smacznego!

niedziela, 6 lutego 2011

Muffinki, tym razem makowe z niespodzianką.



Prawie wszystkie rodzaje muffinek są smaczne, mnie na razie najbardziej do siebie przekonują te tutaj. Akurat musiałam zachorować, a może usłyszeć od mamy „Zostajesz w domu”, z którego jakoś specjalnie się nie cieszę, więc znajomi ze szkoły, którym taką jedną obiecałam będą musieli zaczekać do następnego kreatywnego pomysłu na muffinki. Może macie jakiś swój ulubiony przepis? Może czas na konkurs na najlepszy przepis na muffinkę? O taak! Ale to nie w tej chwili.
Będę się z wami musiała pożegnać na tydzień od 12 do 19 lutego, ponieważ wyjeżdżam na obóz rekolekcyjny, gdzie będą kucharki i wiele innych atrakcji. No, ale najpierw muszę się wyleczyć:)

Muffinki makowe
·      2 szklanki mąki
·      2/3 szkl trzcinowego cukru
·      2 łyżeczki proszku do pieczenia
·      ¼ łyżeczki soli
·      szklanka mleka 2%
·      100g masła, roztopionego i ostudzonego
·      1 jajko
·      2 łyżki cukru waniliowego
·      1,5 tabliczki drobno posiekanej białej czekolady
·      ½ szklanki posiekanych orzechów włoskich i nerkowca
·      1 łyżka maku

Rozgrzać piekarnik do temp. 200oC.
Formę na muffinki wysmarować tłuszczem lub wyłożyć papilotkami.
W misce wymieszać mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sól.
W drugiej zaś połączyć mleko, masło, jajko i cukier waniliowy. Dodać suche składniki, wymieszać delikatnie mikserem na najniższych obrotach.
Dodać czekoladę, orzechy i mak, zamieszać.
Napełnić masą papilotki, wstawić do nagrzanego piekarnika i piec 25 minut.

Smacznego i pozdrawiam!
Miłego poniedziałku i zdrowia Tym, którzy go potrzebują. Zrobiłam właśnie jabłecznik z 87 roku. Wyszedł pysznie !!!

sobota, 5 lutego 2011

„Zrób mi coś do jedzenia! Tylko szybko!” - Placuszki z sera śmietankowego




Cytuję moją siostrę. Żadnego proszę, ni dziękuję. No, ale była głodna, więc postanowiłam szybko coś zmajstrować. Miałam pod ręką książkę kucharską z 1986 roku, kupioną na starociach za 2 zł. „śniadania i kolacje na cztery pory roku” – B. Szczepańska i K. Tarnowska, wybitna. Czuję się jakbym czytała przepisy babci, pachnące tamtymi czasami. I wcale nie musiałam iść do biblioteki, wypożyczać książki i mieć ją na miesiąc. Wystarczyło podejść na starocie i zakupić ową lekturę.                             
      Placuszki z sera śmietankowego
( 1 porcja niestety)
·       200 g twarogu śmietankowego mielonego
·      jajko
·      ¾ łyżki mąki kukurydzianej
·      łyżeczka cukru waniliowego
·      3 łyżki oliwy
·      oliwa do smażenia

Do sera dodać jajko, mąkę, oliwę i cukier. Odstawić na 10 minut do lodówki. Rozgrzać odpowiednio oliwę i kłaść placuszki, smażyć do zrumienienia, delikatnie obracając. Podawać z konfiturą i syropem bądź sosem.
Smacznego!

piątek, 4 lutego 2011

Z ciasta francuskiego o smaku toffi





Pierwszy raz spotkałam się z ciastem francuskim light. Poszłam na łatwość i nie zrobiłam go sama. To jak niektórzy wiedzą bardzo dużo pracy, a nawet więcej. W przyszłym tygodniu będę się zabierała za produkowanie ciasta Kadaifi (coś jak filo, tyko, że w niteczkach). Na razie jeszcze nie wiem jak to zrobię, ale jeszcze mam czas, a Internet jest wielki…                                                                                                                                               Tutaj też improwizowałam, ciasto miało termin ważności tylko jeszcze przez 2 dni, a akurat była sobota i wolna godzina. Polecam z bitą śmietaną i najlepiej mieć pusty żołądek, bo zapewniam nie poprzestaniecie na jednym kawałku.:) Przynajmniej ja nie poprzestałam.
Jabłka z toffi na cieście francuskim

·      opakowanie ciasta francuskiego light (lepiej kupić takie, bo można zjeść więcej kawałków)
·      pół szklanki kremówki
·      3 jabłka, obrane, umyte i pokrojone plasterki. (antonówki)
·      pół szklanki mleka skondensowanego (użyłam niesłodzonego, nie gotowałam, ale można zagotować na krem)
·      3 łyżki cukru pudru
·      cukier waniliowy
·      cynamon
·      płatki migdałów

wykładamy prostokątną, nasmarowaną formę ciastem, zaginamy boki. Układamy jabłka blisko siebie. Posypujemy cukrem waniliowym i cynamonem. Zalewamy masą z ubitej kremówki i mleka skondensowanego zmieszanego cukrem pudrem. Pieczemy około 30 minut w piekarniku nagrzanym do 200oC. Po wyjęciu posypujemy, lub układamy migdały na cieście i posypujemy cukrem pudrem.

Trudne?

Smacznego!


PS: Jestem chora = zakaz wstępu do kuchni, leżenie w łóżku, a do szkoły w marcu.
Rodzinka mi przynosi śniadanie i inne posiłki do pokoju i wcale nie narzekam :)

środa, 2 lutego 2011

Przyjechała do mnie babcia – pierogi ruskie





Nigdy nie korzystałam z tego, że kiedy przyjeżdża do nas babcia mogę się od niej tyle nauczyć. I nie tylko ona mnie. Siedziałyśmy poprzedniego dnia i do późnego wieczora rozmawiałyśmy na temat jedzenia, ciast i przeróżnych innych daniach, o których nie słyszałam.                                                                                                                                                Zawsze jak u nas jest, to lepi pierogi lub gotuje gołąbki. Niestety zawsze to samo, ale mój dziadek jest wybredny i babcia nie chce się uczyć nic nowego, ani przypominać tego, co przyrządzała wtedy, gdy pracowała na stołówce. A uwierzcie mi jak wspominała, co gotowała to, aż mi ślinka ciekła. Same pyszności, których mam nadzieję mnie jeszcze nauczy!                                                                                                                                     Postanowiłam, że w końcu i ja nauczę się lepić pierogi tak jak ona. No i się udało, ale było później dużo sprzątania, zresztą jak zawsze, gdy w kuchni są dwie osoby lub więcej. Zaległe życzenia wszystkim babciom, które miały niedawno swoje święto i oczywiście dziadkom. Przekazujcie swoją wiedzę, nie tylko kulinarną, wnuczkom, uczcie je tego, co same potraficie najlepiej. A my potem zrobimy to samo…
Pierogi ruskie
·       80 dag mąki pszennej
·       tyle wody by utworzyć ciasto
·       1 jajko
·       1 łyżka oleju
·       szczypta soli
farsz:
·       120 dag ugotowanych ziemniaków
·       2 kostki półtłustego twarogu
·       1 cebulę przysmażoną na oleju
·       sól, pieprz

Farsz przygotowujemy dzień wcześniej, dzięki temu jest smaczniejszy i bardziej zwarty. Wszystkie składniki mielimy i wkładamy do miski, do lodówki. Ciasto robimy w następujący sposób. Na stolnicę wysypujemy mąkę i robimy po środku dziurę, do której wbijamy jajko, mieszamy, zagarniając mąkę do środka, dodajemy olej i sól, mieszamy. Formujemy ciasto zagarniając mąkę i dodając odpowiednią ilość wody, b powstało ciasto pierogowe. Ugniatamy około 10 minut, tak by ciasto „odchodziło od rąk”.
Dzielimy na części i rozwałkowujemy na placek o grubości ok. 2 mm. Wycinamy szklaną bądź foremką kółka o średnicy ok. 4-5 cm. Nakładamy łyżkę farszu i zagniatamy końce, tak by nie było żadnej szparki czy dziurki, ponieważ wtedy farsz może wypłynąć. Po raz drugi zagniatamy, maczając palce w mące. Wrzucamy po 20 do osolonej wrzącej wody i gotujemy 5 minut od wypłynięcia. Pierogów wychodzi ok. 100 sztuk.
              

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...