piątek, 24 czerwca 2016

Muffinki z burakiem i białą czekoladą.


Burak?
Owszem był, z gorzką czekoladą, bądź kakao, ale z białą? Kosmos i to jaki puszysty!


Buraczane muffiny z białą czekoladą


200g buraka

50ml mleka
125ml oleju
1 jajko
140g cukru 
160-190g mąki pszennej 
1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
100g białej czekolady pokruszonej

Obierz i ugotuj, ostudź, zetrzyj buraki.

Nagrzej piekarnik do 180oC.
Wymieszaj mleko, olej, jajko i cukier. Przesiej mąkę z sodą, połącz z mokrymi składnikami, burakami i czekoladą.
Nałóż do 4/5 wysokości papilotek, piecz 20-25 minut.
Czy są gotowe możesz sprawdzić za pomocą drewnianego patyczka włożonego w środek muffiny.
Posyp cukrem pudrem po wystudzeniu.

.............................................................................................................................................

Coraz rzadkiej piekę dla siebie, dla bloga.
Wczorajsza sytuacja była bardzo miła i dała mi dużo do myślenia. 
To Ty prowadzisz tego bloga? - zapytała jakaś dziewczyna, stojąca w kolejce do toalety. 
Bo zastanawialiśmy się ze znajomymi czy Ty to muffinka. 

Mam teraz najwspanialszy okres w życiu, na który sobie zapracowałam i mogę sobie na niego pozwolić. 
Na całe szczęście wiem, co chcę robić - wyciskać szprycą krem na cupcakesy, trzepać trzepaczką, wałkować, sypać magicznym pyłem, przesiewać, wyrabiać, dekorować i oczywiście łapać szczęście garściami.
Jak każdy, miałam trudny okres, po którym się odradzam, odnajduję siebie w tym wszystkim, poznaję. 
I idę do przodu :)

Pozdrawiam,
[muffinka.]












środa, 25 maja 2016

Garść magii w Krakowie i 100% szczęścia.






Zawsze lubiłam gubić się w uliczkach nieznanego mi miasta. Do Krakowa wróciłam po dwóch latach, odkryłam go na nowo. 
Zupełnie przypadkiem.

- Jadę do Krakowa, chcesz jechać ze mną na kilka godzin? 
Pomyślałam, że skoro mam chwilowo chyba najlepszy okres w moim życiu, o którym później, więc odpowiedziałam: JASNE!

Stwierdziłam: Spaceruję, póki nie znajdę magii, przy której zostanę na chwilkę dłużej.
I znalazłam. Cafe Camelot połączone z Lulu Living Concept Store. Wchodzisz, przechodzisz, na górę, na dół, białymi, drewnianymi schodami, chowasz widoki do kieszeni lub zapisujesz je na migawkach. 
Siadam przy stoliku w oknie, jak na wystawie. Zamawiam sok z buraka i białego grejpfruta, który zostaje mi podany w kosmiczny sposób, z owocami. Czasami dobrze jest dostać coś, czego się nie spodziewasz, zwłaszcza, jeśli lubisz arbuzy, a ktoś przechodzący ulicą analogowym aparatem zapamiętuje ten widok. 

 
 
Dalej. 
Witryna nie przyciągnęła mnie tak jak po prostu napis HOUSE OF DONUTS i niesieciówkowy wygląd w środku. Bo któż nie lubi donutów, zwłaszcza tych tyci tyci i to z lodami mango?
Ucieszyłam się na myśl, że niebawem będą otwierać lokal we Wrocławiu, więc poziom kalorii będę mogła uzupełniać niedaleko własnego łóżka. 






Telefony, telefony...


Chilling, chilling...




Kończę w Bunkier Cafe, spacerując już drugi raz w ciągu kilku godzin po plantach. Nie wiem, co w nich takiego jest, ale mogłabym chodzić w kółko cały dzień. Co dziwne, to był dzień spędzony samotnie, co uwielbiam, bez muzyki, która to zazwyczaj pomaga w eskapiźmie. Nie potrzebowałam jej, nikogo, niczego.
Miałam ochotę na mięso, po prostu. Nie burgera, nie niewiadomoco z dużą ilością dodatków.
Jeśli będziecie w Krakowie, lub jesteście stamtąd i nie jedliście ich tortilli z długo gotowaną wędzoną wieprzowiną, sosem bbq, serem i kwaśną śmietaną ze szczypiorkiem, to koniecznie wpadnijcie na tą kwintesencję mięsa.

 

A sącząc napój bogów na barce nad Wisłą, leżąc na leżaku z nogami zawieszonymi na barierce, wygrzewając się w słońcu, poczułam to. 100% szczęścia, spokój, uśmiech w każdej części ciała. Po prostu. 
To nie tak, ze stworzyłam sobie jakąś własną filozofię, ale jest mi naprawdę dobrze ze sobą, ze wszystkim, co się dzieje, nawet jeśli jestem za bardzo świadoma niektórych rzeczy.
Samowystarczalność czasami wystarcza.

Pozdrawiam,
[muffinka.]

wtorek, 17 maja 2016

Kieszenie pełne magii od Asiei.



Dokładnie, złapałam go aż nadto.
Niektórzy z Was znają czarodziejkę z bloga www.asieja.blogspot.com.
To właśnie z nią wymieniałam przez pięć lat listy, aż wreszcie przyszło nam się poznać, na jej ślubie, zjeść razem śniadanie, spacerować w nocy po Gdynii, wpaść w swoje ramiona, śmiać się wspólnie.




A oprócz tego jedliśmy (razem z jej mężem) lody w Miło. Mi.
Samo wesele miało miejsce w Bliżej, które jest najbardziej urokliwym miejscem w Gdynii. Tworzą je przede wszystkim cudowni ludzie, którzy przygotują Ci drinka, jakiego w życiu byś się nie spodziewał, na przykład z syropem fiołkowym!
















A jeśli o mnie chodzi to wiem, długo mnie tu nie było.
Wpadłam w wir pracy, w między czasie pisząc matury.
Powoli wracam do życia, odradzam się, poprzez magię,

której mam aż nadto.

Pozdrawiam,
[muffinka.]

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...