wtorek, 20 stycznia 2015

Warszawa - Bułkę Przez Bibułkę i migawki(1)







 

3:00 rano.
Wstajemy, jemy śniadanie, jedziemy taksówką.

4:00 rano, jedziemy najwygodniejszym autobusem na świecie - polskimbusem.com oczywiście.

9:00, z Młocin kierujemy się na Mokotów, do kuzynki na śniadanie. Kanapki z masłem, sałatą masłową, serem, szynką i pomidorem przypominają mi dzieciństwo. Po dwóch szklankach zielonej herbaty kierujemy się do Łazienek Królewskich. Między nogami biegają nam wiewiórki, jest też oswojona sarna. Wracamy tam kolejnego dnia, bo jak się okazało przeoczyliśmy drugą połowę Łazienek.

Przez Plac Zbawiciela docieramy do ul. Zgody 3.
Bułkę Przez Bibułkę mieści się niedaleko Pałacu Kultury.
Czekamy 10 minut na wolny stolik.
Cegły w połączeniu z bielą i błękitem tworzą idealne połączenie. Przez środek sali przechodzi długi stół - ostatnio chyba co raz popularniejszy w tego typu miejscach - gromadzący nie tylko znajomych ale i przypadkowych gości cieszących się wspólnym posiłkiem. Siadamy w rogu, dostajemy menu, pytam kelnerki, co poleca i to zamawiam. Po kilku minutach na naszym stole ląduje wielka, ciepła buła z karmelizowaną gruszką, świeżym szpinakiem, rozpuszczającym się brie i gorgonzolą, sosem miodowo-musztardowym oraz makaroniki, cytrynowy i malinowy. Jestem pod wrażeniem kanapki SER NOCY LETNIEJ, czuję ją wyraźnie każdym zmysłem, kanapka idealna. Nic dodać ani ująć. Czysta poezja. Jeśli chodzi o makaroniki to zamawiam je mimo świadomości, że są mrożone, (bo gdzie nie są?) a nie pieczone z pasją i sercem kilka metrów ode mnie.
Weszliśmy ostatnio w erę mrożonego pieczywa, które chętnie kupujemy w supermarketach, które serwują nam w kawiarniach, choć może niektórzy się łudzą, że kucharze znajdują gdzieś jeszcze czas na pieczenie pieczywa czy słodkości. Mrożone, ale chociaż prosto z Francji.
Mogłyby być bardziej wyraziste, ale to nie wina Bułki.

Popijamy małe cappuccino (rozmiar zadziwiająco duży) i flat white. Baristki muszą popracować nad spienianiem mleka. Gdyby było to americano z mlekiem, a przypominało je bardzo, to smakowi kawy nie mam nic do zarzucenia. Jednak zamawiając cappuccino wymagam pianki, która utrzyma się do ostatniego łyka, choć po tak pysznym lunchu jestem wyjątkowo spokojna i nie patrzę na baristki groźną miną.
Oprócz kanapek w menu mają do wyboru sałatki, zestawy śniadaniowe oraz desery.
Jeśli jeszcze kiedyś wybiorę się do Warszawy zajrzę na pewno ponownie do Bułki, by spróbować resztę ich kanapek, choć na sałatkę też by się miejsce w brzuchu przydało, i dać szansę kelnerkom na zrobienie lepszej kawy.

Pozdrawiam,
[muffinka.]

PS
Ciąg dalszy migawek i recenzji na dniach.











......................................................................................................................................











.............W obiektywie A................




 

3 komentarze:

Nat pisze...

sarna w Łązienkach? no to fajnie! A ja chyba w Bułce trafiałam na złe momenty, bo podczas 2 pobytów jakoś mnie nie porwała...
zapraszam :) http://iluminatium-mundi.blogspot.com/

moonriverjournal pisze...

Super zdjęcia! Byłam ostatnio w Warszawie, ale aparatu nie wyciągałam z torby - błąd. Następnym razem to naprawię :)

Paula pisze...

Też noszę się z zamiarem odwiedzenia Bułki, bo słyszałam o niej dobre rzeczy. Zdjęcia tylko zachęcają, by tam pójść. A i w Łazienkach w weekend podziwiałam wiewiórki ;)

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...