sobota, 4 października 2014

38 godzin w Poznaniu, część I

Poznań?

Byłam tam przecież nie raz rok temu. Nie podoba mi się to miasto.

Może daj sobie szansę?











Więc Poznań.
Gubię się, jak w każdym mieście, licząc, że GPS w telefonie zaprowadzi mnie do celu. Chcąc dotrzeć na rynek, wpisując w magiczną aplikację owe hasło i wyskakuje mi owych rynków kilka. Dowiaduję się później, że każda dzielnica ma swój, stąd ta ilość.
Docieram na główny, penetrując każdą jego boczną uliczkę.Powoli się zakochuję i zastanawiam, czy nie jest tu magiczniej niż w Krakowie.
Zauważam mnóstwo małych kawiarenek oraz braku ławek, gdzie można by zrobić sobie przerwę.  Zaczynam szukać idealnej, ale ta znajduje mnie sama.
Gdy robię zdjęcia ciast w witrynie na ulicy Gołębiej, do drzwi kawiarni Sztukafeteria (klik) podchodzi pani z psem i krzyczy do jakiegoś dziadka, że ma już rozgrzany ekspres, a do mnie, że koniecznie muszę jej przesłać zdjęcia. Daję jej więc wizytówkę, wysłuchuję o kawach, które sprzedaje, próbuję espresso, nie za gorzkiego, nie za kwaśnego, idealnie zbilansowanego. 
Przez przypadek robię zdjęcie panu adwokatowi, który również chce zdjęcia.
Mam pocztówki, wizytówki, darmową kawę, idę dalej.

ciąg dalszy nastąpi...


Pozdrawiam,
[muffinka.]


 

2 komentarze:

Aurora pisze...

U mnie też było magicznie :)) ale szkoda, że się minęłyśmy ... ;)

Kolizje smakow pisze...

My jesteśmy zakochane w nim od zawsze :)

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...