sobota, 12 lipca 2014

Weekend kulinarny i hormony.



Dziś będzie o weekendzie kulinarnym w Jachrance, czyli finale blogerchefa, pikniku blogerów kulinarnych oraz o hormonach, jakkolwiek dziwnie by to połączenie nie brzmiało.
 
Połowa czerwca,
dostaję meila czy chcę spędzić za darmo weekend w czterogwiazdkowym hotelu Windsor i wziąć udział w wydarzeniach kulinarnych. Jeśli tak, to proszą o kontakt. Zaciekawiona, czy to prawda, dzwonię.
Rozmawiam z Katarzyną Szatkowską, organizatorką blogerchefa i pikniku. Biło od niej tak wielkim entuzjazmem, gdy zachęcała mnie przez telefon, że już wtedy, po jej propozycji, zaczęłam się nakręcać na ten weekend.
 
3:57, 5 lipca. Dzwoni Martyna Sobka (klik) , finalistka blogerchefa. "Już jesteśmy". To właśnie z nią jechałam pod Warszawę. Z racji późnej godziny, niekulturalnie, kilka minut po wejściu do auta zasypiam.
Po 10:00 docieramy do Jachranki, hotel robi na mnie ogromne wrażenie!
Po 11:00 zaczyna się finał, pięcioro uczestników przygotowuje swoje dania popisowe, które faktycznie wyglądają i smakowują jak z najlepszych restauracji. Następnie konkurencja black box, czyli pudełko z dwoma składnikami, których finaliści nie znają i mają godzinę, żeby coś z nich stworzyć. Suszona żurawina i imbir. 3 minuty na zabranie potrzebnych składników i do dzieła. Paweł, jedyny facet, zachwyca jury i nas swoimi wyrafinowanymi potrawami, stoickim spokojem podczas gotowania, więc oczywiście w efekcie wygrywa!
Po 16:00 warsztaty z syfonami, czyli uczymy się, że nie służą tylko i wyłącznie do zrobienia bitej śmietany, a do oliwy czy wódki o dowolnym smaku na przykład.
Kolacja, wyniki, degustacja i pokaz przygotowywania... robaków. Jem wszystkie cztery rodzaje od malutkich larw po wielkiego skorpiona, który niestety wzbudził we mnie mdłości.
Potem długa impreza integracyjna z blogerami, którzy są wspaniałymi, barwnymi ludźmi, mam nadzieję, że spotkam się z nimi jeszcze nie raz. Jestem tam najmłodsza, jak prawie gdziekolwiek zawsze i jak zawsze nie jest to przeszkodą.
Następnego dnia w wielkim namiocie i poza nim wszyscy sponsorzy mają swoje stanowiska, na których odbywają się warsztaty i degustacja, np. lodów z www.patiserka.pl, piwa Amber http://www.browar-amber.pl/pl/.
Tego dnia, oprócz kolejnej, ogromnej ilości jedzenia, zachwycają mnie warsztaty wypieków i czekolady z Piotrem Chylareckim z Akademii Czekolady, w której to będę miała staż!
Przygotowujemy czekoladowy suflet z owocami i ziemią z białej czekolady oraz czekolady i pralinki.
I tymże słodkim akcentem kończy się kulinarny weekend. Do domu wracam obładowana produktami od sponsorów i zapewne cięższa o kilka kilo. :)







Miłość to tylko hormony.
Miłość jest tylko jednym wielkim procesem hormonalnym.
Wiedziałam, że nie istnieje.
 
fenyloetylamina,
serotonina,
dopamina,
adrenalina,
endorfiny,
wazopresyna i oksytocyna,
hormon stresu,
 bo tak to się kończy.

Produkować więc będę jak najwięcej serotoniny i endorfin. Wystarczy.

Pozdrawiam,
[muffinka.]

PS
Artykuł o hormonach, który otwiera oczy -  http://www.medycynaludowa.com/pl/ksiazka/index.php?id=ks9
 

2 komentarze:

Aurora pisze...

Te same hormony buzują, gdy je się czekoladę. Uważaj zatem :P

v90 pisze...

Postanowiłem - przeczytam ten artykuł o hormonach od deski do deski. Cóż... Poległem na drugim akapicie. Odpuściłem sobie trud czytania steku pseudo naukowych hipotez i stwierdzeń niewiadomego pochodzenia bo odrobinę lekceważąco i z dużą dozą pewnością wiem, że i tak nic nie zmieni w moim podejściu. A jak pojawi się u mnie hormon stresu to wezmę czekoladę albo postaram się upichcić coś co choć w małych stopniu przypomina pyszności, które prezentujesz na blogu!

Bujający w obłokach W.

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...