środa, 2 lutego 2011

Przyjechała do mnie babcia – pierogi ruskie





Nigdy nie korzystałam z tego, że kiedy przyjeżdża do nas babcia mogę się od niej tyle nauczyć. I nie tylko ona mnie. Siedziałyśmy poprzedniego dnia i do późnego wieczora rozmawiałyśmy na temat jedzenia, ciast i przeróżnych innych daniach, o których nie słyszałam.                                                                                                                                                Zawsze jak u nas jest, to lepi pierogi lub gotuje gołąbki. Niestety zawsze to samo, ale mój dziadek jest wybredny i babcia nie chce się uczyć nic nowego, ani przypominać tego, co przyrządzała wtedy, gdy pracowała na stołówce. A uwierzcie mi jak wspominała, co gotowała to, aż mi ślinka ciekła. Same pyszności, których mam nadzieję mnie jeszcze nauczy!                                                                                                                                     Postanowiłam, że w końcu i ja nauczę się lepić pierogi tak jak ona. No i się udało, ale było później dużo sprzątania, zresztą jak zawsze, gdy w kuchni są dwie osoby lub więcej. Zaległe życzenia wszystkim babciom, które miały niedawno swoje święto i oczywiście dziadkom. Przekazujcie swoją wiedzę, nie tylko kulinarną, wnuczkom, uczcie je tego, co same potraficie najlepiej. A my potem zrobimy to samo…
Pierogi ruskie
·       80 dag mąki pszennej
·       tyle wody by utworzyć ciasto
·       1 jajko
·       1 łyżka oleju
·       szczypta soli
farsz:
·       120 dag ugotowanych ziemniaków
·       2 kostki półtłustego twarogu
·       1 cebulę przysmażoną na oleju
·       sól, pieprz

Farsz przygotowujemy dzień wcześniej, dzięki temu jest smaczniejszy i bardziej zwarty. Wszystkie składniki mielimy i wkładamy do miski, do lodówki. Ciasto robimy w następujący sposób. Na stolnicę wysypujemy mąkę i robimy po środku dziurę, do której wbijamy jajko, mieszamy, zagarniając mąkę do środka, dodajemy olej i sól, mieszamy. Formujemy ciasto zagarniając mąkę i dodając odpowiednią ilość wody, b powstało ciasto pierogowe. Ugniatamy około 10 minut, tak by ciasto „odchodziło od rąk”.
Dzielimy na części i rozwałkowujemy na placek o grubości ok. 2 mm. Wycinamy szklaną bądź foremką kółka o średnicy ok. 4-5 cm. Nakładamy łyżkę farszu i zagniatamy końce, tak by nie było żadnej szparki czy dziurki, ponieważ wtedy farsz może wypłynąć. Po raz drugi zagniatamy, maczając palce w mące. Wrzucamy po 20 do osolonej wrzącej wody i gotujemy 5 minut od wypłynięcia. Pierogów wychodzi ok. 100 sztuk.
              

wtorek, 1 lutego 2011

Tarta czekoladowa z bananami – półnuta, cała nuta, ósemki, wszystko składa się w całość



Kiedy próbowałam czy się udała, usłyszałam w głowie melodię a’la Chopin lub Beethoven. Dawno nie grałam na pianinie, które stoi w kącie mojego pokoju. Już dawno temu zrezygnowałam z lekcji pianina, z surowej nauczycielki i starych, pożółkłych nut, nasiąkniętych wonią przeszłego wieku. Czy to jakiś znak by do nich powrócić? Być może, ale warto też zauważyć, że w drugim kącie z mniejszą ilością kurzu stoi gitara, na której, to czasami pogrywam lub zabieram na obóz.  Ostatnio stało się tak, że stos nut przerosła kupka książek kucharskich. No i jedna lektura szkolna, mianowicie „Zemsta”, a 8 lutego praca klasowa z jej treści. Bardzo mi się podoba postać Papkina;)


Tarta czekoladowa z bananami
·      3 banany umyte, obrane, pokrojone w plasterki (jak ktoś lubi można więcej)
·      sok z cytryny

ciasto:
·      15 dag masła
·      30 dag mąki pszennej
·      1 łyżka kakao, ( jeśli chcemy uzyskać efekt bardzo czekoladowego ciasta, to daję nawet 4 łyżki)
·      szczypta soli
·      jajko
·      50 g startej czekolady mlecznej
·      50 g stopionej czekolady mlecznej

krem czekoladowy:
·      skórka otarta z 1 cytryny
·      szkl. kremówki
·      3 łyżki cukru pudru
·      3 łyżki kakao
·      2 białka

Banany skrapiamy sokiem z cytryny i wstawiamy do lodówki.
Z podanych składników na ciasto wyrabiamy je, kakao można dodać na samym końcu, wtedy powstaną czekoladowe paski. Owijamy w folię i wkładamy do lodówki na godzinę.
Rozgrzewamy piekarnik do 200oC. Rozwałkowujemy ciasto i wykładamy nim formę do tarty uprzednio wysmarowaną tłuszczem. Kładziemy kawałek papieru do pieczenia i obciążamy grochem. Pieczemy 10 minut.
W tym czasie przygotowujemy krem. W jednej misce ubijamy kremówkę, a w drugiej białka na pianę z cukrem i kakao. Przelewamy do ubitej kremówki, dodajemy skórkę startą z cytryny i delikatnie mieszamy.
Na podpieczony spód tarty wysypujemy startą czekoladę, kładziemy banany (z sokiem), polewamy kremem czekoladowym i pieczemy 30 minut w 200o, po 20 minutach zmniejszamy temp do 180o.
Wyciągamy delikatnie, by nie opadło. Odkładamy, by ostygło. Na zdjęciu jest posypana startą czekoladą, ale potem nie zdążyłam sfotografować prawidłowej wersji. Rozpuszczoną czekoladę nakładamy na łyżkę i machamy z zachodu na wschód tworząc na tarcie paski z czekolady.

Pozdrawiam i smacznego!

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Spaghetti pomidorowe po mojemu…


Jest tyle rodzajów spaghetti, tyle dodatków do nich, a ja tu wyskoczę z takim prościutkim przepisem. Zawsze się zastanawiam jak to jest z tą sceną z „Zakochanego kundla”, gdzie psy wciągają makaron i się całują, czy naprawdę to jest takie romantyczne? miłe? przyjemne?                                                                                                                                                     W tym wydaniu na szczęście nie ma tych klopsików.                                                               Przeczytałam, że makaron daje siłę, uczucie szczęścia i nie tuczy, hm… trzeba go gotować bez przerw, serwować od razu, dodawać dużo sosu (żeby nie był suchy, rzecz jasna), podawać na ogrzanym talerzu (to bardzo ważne) i nie lubi zimnej wody, a co lubi? Przeróżne rodzaje sosów z pomidorów, śmietany, sera, grzybów, mięsa lub owoców morza, od tego wymieniania, aż się głodna zrobiłam. A co do przypraw, to czosnek, parmezan, bazylia, oliwa i czarny pieprz lub dymka, imbir, kolendra, sos sojowy i papryczki chilli. Pierwsza wersja włoska, druga azjatycka. Obydwie są pyszne. Zresztą, jak kto woli!
Spaghetti pomidorowe po mojemu
·      10 kostek zamrożonego bulionu warzywnego
·      400g mięsa mielonego z łopatki wieprzowej
·      puszka krojonych pomidorów (można dwie)
·      2 posiekane w piórka cebule
·      3 drobno pokrojone ząbki czosnku (jak lubisz możesz 4)
·      sól, pieprz
·      ¼ łyżeczki chilli
·      oliwa
·      szczypta curry i papryki czerwonej
·      400g ugotowanego makaronu do spaghetti z łyżką oliwy

Na rozgrzanej oliwie rumienimy czosnek i cebulę. Dodajemy mięso, mieszamy, dodajemy kostki bulionu i przyprawiamy. Smażymy ok. 5-7 minut, aż będzie miękkie. Wtedy dodajemy pomidory i dusimy na małym ogniu ok. 10 minut, aż utworzy się gęsty sos, (jeśli nie lubicie bardzo gęstego, to skracacie czas duszenia). Podajemy ze świeżo ugotowanym makaronem, na gorącym talerzu. Posypujemy startym parmezanem, czy innym żółtym serem.

Smacznego!

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...