środa, 25 maja 2016

Garść magii w Krakowie i 100% szczęścia.






Zawsze lubiłam gubić się w uliczkach nieznanego mi miasta. Do Krakowa wróciłam po dwóch latach, odkryłam go na nowo. 
Zupełnie przypadkiem.

- Jadę do Krakowa, chcesz jechać ze mną na kilka godzin? 
Pomyślałam, że skoro mam chwilowo chyba najlepszy okres w moim życiu, o którym później, więc odpowiedziałam: JASNE!

Stwierdziłam: Spaceruję, póki nie znajdę magii, przy której zostanę na chwilkę dłużej.
I znalazłam. Cafe Camelot połączone z Lulu Living Concept Store. Wchodzisz, przechodzisz, na górę, na dół, białymi, drewnianymi schodami, chowasz widoki do kieszeni lub zapisujesz je na migawkach. 
Siadam przy stoliku w oknie, jak na wystawie. Zamawiam sok z buraka i białego grejpfruta, który zostaje mi podany w kosmiczny sposób, z owocami. Czasami dobrze jest dostać coś, czego się nie spodziewasz, zwłaszcza, jeśli lubisz arbuzy, a ktoś przechodzący ulicą analogowym aparatem zapamiętuje ten widok. 

 
 
Dalej. 
Witryna nie przyciągnęła mnie tak jak po prostu napis HOUSE OF DONUTS i niesieciówkowy wygląd w środku. Bo któż nie lubi donutów, zwłaszcza tych tyci tyci i to z lodami mango?
Ucieszyłam się na myśl, że niebawem będą otwierać lokal we Wrocławiu, więc poziom kalorii będę mogła uzupełniać niedaleko własnego łóżka. 






Telefony, telefony...


Chilling, chilling...




Kończę w Bunkier Cafe, spacerując już drugi raz w ciągu kilku godzin po plantach. Nie wiem, co w nich takiego jest, ale mogłabym chodzić w kółko cały dzień. Co dziwne, to był dzień spędzony samotnie, co uwielbiam, bez muzyki, która to zazwyczaj pomaga w eskapiźmie. Nie potrzebowałam jej, nikogo, niczego.
Miałam ochotę na mięso, po prostu. Nie burgera, nie niewiadomoco z dużą ilością dodatków.
Jeśli będziecie w Krakowie, lub jesteście stamtąd i nie jedliście ich tortilli z długo gotowaną wędzoną wieprzowiną, sosem bbq, serem i kwaśną śmietaną ze szczypiorkiem, to koniecznie wpadnijcie na tą kwintesencję mięsa.

 

A sącząc napój bogów na barce nad Wisłą, leżąc na leżaku z nogami zawieszonymi na barierce, wygrzewając się w słońcu, poczułam to. 100% szczęścia, spokój, uśmiech w każdej części ciała. Po prostu. 
To nie tak, ze stworzyłam sobie jakąś własną filozofię, ale jest mi naprawdę dobrze ze sobą, ze wszystkim, co się dzieje, nawet jeśli jestem za bardzo świadoma niektórych rzeczy.
Samowystarczalność czasami wystarcza.

Pozdrawiam,
[muffinka.]

wtorek, 17 maja 2016

Kieszenie pełne magii od Asiei.



Dokładnie, złapałam go aż nadto.
Niektórzy z Was znają czarodziejkę z bloga www.asieja.blogspot.com.
To właśnie z nią wymieniałam przez pięć lat listy, aż wreszcie przyszło nam się poznać, na jej ślubie, zjeść razem śniadanie, spacerować w nocy po Gdynii, wpaść w swoje ramiona, śmiać się wspólnie.




A oprócz tego jedliśmy (razem z jej mężem) lody w Miło. Mi.
Samo wesele miało miejsce w Bliżej, które jest najbardziej urokliwym miejscem w Gdynii. Tworzą je przede wszystkim cudowni ludzie, którzy przygotują Ci drinka, jakiego w życiu byś się nie spodziewał, na przykład z syropem fiołkowym!
















A jeśli o mnie chodzi to wiem, długo mnie tu nie było.
Wpadłam w wir pracy, w między czasie pisząc matury.
Powoli wracam do życia, odradzam się, poprzez magię,

której mam aż nadto.

Pozdrawiam,
[muffinka.]

piątek, 4 marca 2016

Cytrynowy naked cake z truskawkami


Naked cake z truskawkami
(21 cm)

ciasto:
5 jajek
150g cukru
140g mąki pszennej tortowej
kilka kropel esencji cytrynowej (używam z sycylijskich cytryn)

poncz:
herbata owocowa posłodzona brązowym cukrem

krem: 
500ml kremówki 36%
2 łyżki cukru dark muscovado
kilka kropel esencji waniliowej
350g truskawek

garnish:
150g truskawek 
pył z pistacji

Białka oddziel od żółtek i ubij na sztywno. Cukier dodawaj partiami, ciągle miksując. 
Następnie po jednym żółtku, miksując już na mniejszych obrotach. 
Przesiej mąkę, którą również dodawaj do masy partiami, za każdym razem delikatnie mieszając szpatułką. 
Tortownicę 21 cm posmaruj masłem i wyłóż papierem do pieczenia. Boki powinny wystawać poza foremkę, gdyż chcemy uzyskać wysoki biszkopt. 
Piecz 50-55 minut w 170 stopniach. Jeśli patyczek jest suchy, wyjmij ciasto i zrzuć na podłogę. Następnie wyjmij delikatnie z formy i pozbaw papieru do pieczenia. Zostaw do ostygnięcia.
Zagotuj herbatę w pół szklanki wody, posłodź.
Ubij kremówkę, zaczynając od najniższych obrotów, stopniowo je zwiększając. Pod koniec dodaj cukier i esencję. Połowę truskawek pokrój w drobną kostkę i wymieszaj z kremem. Drugą w grube plasterki.
Przekrój ciasto na trzy blaty. Każdy nasącz ponczem. Przełóż kremem i na brzegach ułóż plastry truskawek. 
Udekoruj truskawkami i pyłem pistacjowym.
Przed podaniem schłodź w lodówce.


5 miesięcy mnie tu nie było.
Częściej znaleźć mnie można na Instagramie(klik) i Facebooku(klik),
a to wszystko przez to, że od grudnia jestem KUCHARZEM we wrocławskiej restauracji Parish Gastropub(klik), znajdującej się w Pasażu Pokoyhof. Oprócz tego piekę na zamówienie do Teatru Lalek i odliczam dni do matury :)

W wakacje ruszam z moim lokalem, gdzie będziecie mogli przyjść, skosztować i zamówić sobie moje słodkości do domu, na imprezy, szkolenia, konferencje. 

Jeśli chodzi o cateringi na wesela, jest jeszcze kilka wolnych terminów na ten sezon.

Postaram się bywać tu częściej!

Pozdrawiam,
[muffinka.]

.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...